Do napisania tego tekstu skłoniły mnie wieczorne przemyślenia na temat swej niby-kariery. Podczas wczorajszego spotkania w firmie, która ma pomóc mi w poszukiwaniu sensownej roboty, usłyszałam: Twierdzi Pani, że uwielbia włóczyć się po lesie i żeglować po morzu. Lubi Pani przejrzystość, brak chaosu i często głośno mówi o swoich poglądach. Która z tych rzeczy Pani zdaniem miałoby zachęcić firmę budowlaną, aby zaproponować Pani pracę?

No i nokaut. Chyba nic. Raczej powinnam myśleć o zmianie planów. Powiedzmy: chciałabym rozprowadzać kamery termowizyjne – chociaż nic o nich nie wiem. Podaję je za przykład, bo przecież w zasadzie na czym w ogóle się znam? Zwyczajnie przyszły mi na myśl. Trzeba by założyć własny sklep, albo choć znaleźć miejsce, gdzie leżałyby te termo kamery, a potem sprzedawałabym je przez Internet. I co dalej? Reklama. Szukający takiego sprzętu, pewnie będą grzebać w Internecie. Wpadną na mnie jacyś, ale czy w nich będzie tylu, aby mój biznes był opłacalny?

Może warto pójść również w inną stronę. Przyciągać do zajrzenia ludzi, którzy wrzucą w wyszukiwarkę szkolenia termowizja – lub podobne powiązane frazy. A nuż ktoś wtedy kupi te moje samotne kamery termowizyjne?

A to jedynie szczyt lodowej góry, bo bazą rozpoczęcia jakiegokolwiek biznesu jest mamona. To fundament, a mnie go brak. Ja też na początek musiałabym zapewne używać wyszukiwarki, by znaleźć dofinansowanie z jakichś specjalnych środków na biznesowy początek. No a trudno przekonać urzędników, że szkolenia termowizja i tego typu sprawy to moja pasja, skoro niewiele o tym wiem. I tu pętla się zaciska, góra lodowa się topi, a mi zostanie wyszukiwanie… ofert pracy za marne grosze.